Wspólnota MB Szkaplerznej Balham

Oto pierwsze otrzymane świadectwo  

 

Klaudia J.

Moje świadectwo

Gdy usłyszałam, że dzięki wsparciu Matki Bożej po przyjęciu szkaplerza można przestać kierować się strachem, zapomnieć o nim i działać, pomyślałam, że bardzo go potrzebuję. Gdy dowiedziałam się nieco więcej o samym szkaplerzu, czym jest, do czego zobowiązuje, byłam pewna, że muszę go przyjąć i stało się to 03. września 2017. Już wcześniej czułam opiekę Matki Bożej, a przyjęcie szkaplerza potraktowałam jako zobowiązanie do większego zaangażowania w budowanie mojej relacji z Bogiem, do poznawania Go, do służenia Mu. Po przyjęciu szkaplerza w moim życiu pojawili się nowi ludzie, a to między innymi ludzi najbardziej się boję. Najpierw pojawili się moi bracia i siostry ze wspólnoty Matki Bożej Szkaplerznej z Balham, do której zostałam przyjęta jak członek rodziny, jak ktoś swój, a nie jakiś obcy. Nie miałam okazji poznać ich bliżej, bo wróciłam do Polski ale będę ich ciepło wspominać. Później wrócili starzy znajomi, pojawili się nowi. Tak właśnie Maryja wspiera mnie w walce z moim strachem, stawiając na mojej drodze innych, bo wie jak bardzo potrzebujemy się nawzajem.   Tylko, że to nie wszystko. Końcem 2016 roku wpadł mi w ręce egzemplarz jednego z czasopism katolickich, mówiący o rekolekcjach ignacjańskich. Polegają one m.in. na medytacji w ciszy konkretnych fragmentów Biblii, dotyczących konkretnego zagadnienia i codziennej rozmowie z kierownikiem duchowym o tych medytacjach. Bardzo mi się spodobała taka forma rekolekcji ale rozmowa z jakimkolwiek człowiekiem o przemyśleniach, natchnieniach czy dostrzeżeniu swoich słabości pod wpływem czytanych fragmentów wydawała mi się nie do przejścia. Decyzja o rekolekcjach dojrzewała we mnie przez cały rok. Zdecydowałam się jednak ostatecznie w połowie września, już po przyjęciu szkaplerza. Rekolekcje miały miejsce od 3 do 8 października w domu rekolekcyjnym jezuitów w Częstochowie. Miejsce oczywiście nie było przypadkowe chociaż nie zdawałam sobie z tego na początku sprawy. Jezuici mają kilka ośrodków rekolekcyjnych w Polsce, a ja trafiłam akurat pod samą Jasną Górę, chyba po prostu miałam być bliżej Niej.    To co przeżyłam podczas rekolekcji, to ile razy przełamałam się, nie dałam się strachowi i jak bardzo owocne były dla mnie te rekolekcje zawdzięczam Jej opiece, jestem tego pewna. Chcę Jej za to dziękować bez przerwy, a szczególnie za kierownika duchowego, który mnie prowadził,za jego cierpliwość i serdeczność. Po raz kolejny przekonałam się, że nie ma się czego bać. Trzeba tylko pamiętać o naszym celu- Bogu i, że mamy najlepsze wsparcie w drodze do celu jakie można sobie tylko wyobrazić, naszą Matkę!    Przed każdą medytacją na rekolekcjach należy sobie odmówić krótką modlitwę, chcę żeby jej treść prowadziła mnie codziennie, nie tylko przy czytaniu Pisma Św. ale w całym życiu. Oto ona: „Proszę Cię Ojcze w imię Twojego Syna Jezusa Chrystusa o dar Ducha Świętego, aby moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane jedynie ku Twojej chwale i służbie.”